Moja refleksja, w nawiązaniu do tego tekstu Agnieszki Chylińskiej...
Ja moje Dzieci kocham ponad życie. Z Agnieszką Chylińaską nie zgadzałam się, a nawet uważałam, że jej totalnie odbiło, że takie rzeczy wypisuje. To było, gdy po raz pierwszy przeczytałam Jej wypowiedź.
Później urodziłam moją pierwszą Córeczkę - planowaną, chcianą i kochaną. I bardzo szybko przekonałam się, jak wiele racji miała Agnieszka Chylińska i zrozumiałam, co stoi za tymi - przyznaję - dosyć wulgarnie opisanymi emocjami.
Zmęczenie, poczucie bezsilności i świadomość, że oto w jednej chwili zmieniło się wszystko na zawsze...
Przykre jest dla mnie to, że wciąż w tej kwestii panuje zmowa milczenia... Przekaz mediów, gdzie matki są supereleganckimi laskami, zawsze uśmiechnięte, a ich słodkie maleństwa cichutko i potulnie leżą w fotelikach samochodowych, siedzą spokojnie w chustach, kojcach i krzesełkach do karmienia przeróżnych firm sponsorujących artykuły na temat bezpieczeństwa dzieci.
A rzeczywistość bywa naprawdę różna...
Moja pierwsza córka nie specjalnie przepadała za chustą podczas, gdy druga ją uwielbia ponad wszystko. Podobnie kobiety - są różne. Jednym z łatwością przychodzi odnalezienie się w nowej rzeczywistości, a inne za swoją miłość do dzieci (często nawet tych planowanych i chcianych) muszą słono zapłacić np.depresją poporodową. Jest różnie. Macierzyństwo ma różne oblicza. Nie zawsze jest sielankowo, jak tego uczą często na przysposobieniu do życia w rodzinie. Bywa naprawdę smutno, trudno, a nawet beznadziejnie... Agnieszka Chylińska ma obecnie dwoje dzieci i nie sądzę, żeby ich nie kochała. Co więcej - nie sądzę, aby w tym tekście przemawiał przez Nią brak miłości.
Dla mnie Jej wypowiedź jest głosem prawdy w gąszczu kłamstw na temat macierzyństwa. To Jej odczucia i Jej osobiste emocje, do których miała prawo i które dzięki Bogu miała odwagę wypowiedzieć publicznie, przełamując tym samym kłamliwy stereotyp o macierzyństwie. Jestem pełna podziwu i uznania. Takie treści powinny również mieć swoje miejsce na kartkach magazynów kobiecych o tematyce związanej z rodzicielstwem. Dlaczego pisze się tam głównie o tym, co pozytywne, piękne, słodkie i pierdzące? Ja chcę czytać przede wszystkim o tym, co prawdziwe. Nawet jeśli to boli i czasem komuś wydaje się wulgarne.
piątek, 2 grudnia 2011
czwartek, 1 grudnia 2011
czwartek, 3 listopada 2011
piątek, 14 października 2011
W dniu nauczyciela...
a ja nigdy nauczycieli nie lubiłam, a system oświatowy w Polsce wciąż mocno kuleje, więc jedyne, czego życzę nauczycielom w dniu ich święta, to żeby wreszcie opamiętali się, pozbyli poczucia wiecznie urażonej dumy i zrozumieli wreszcie, że jedynym dobrem, jakie mogą dać innym, jest empatyczne podejście do każdego ucznia oraz indywidualne traktowanie potrzeb każdego z nich i zauważanie talentów, bo niewątpliwie każdy je posiada. Życzę im też, aby nigdy więcej nie szufladkowali ludzi i nie przypisywali im etykietek, bo to tylko niszczy zamiast wzbogacać. Niech od dziś do końca świata jedynym przewodnim mottem wszystkich nauczycieli staną się słowa Janusza Korczaka: "Nie ma dzieci - są ludzie".
piątek, 30 września 2011
Logika... dziecięcego języka...
To jest to, co fascynuje mnie najbardziej...
Tylko dziecko, a raczej jego mowa, jest w stanie uświadomić nam - dorosłym,
jak wielce nielogiczny jest nasz język oraz, jak niepotrzebnie komplikujemy go odmianami, które z logiką nic wspólnego nie mają...
Skoro mówimy idzie, to dlaczego poszła? Skąd i jak?
- Ciocia Ola poidziała do kuchni
To przynajmniej ma sens
Jedziemy samochodem do parku, gdzie będziemy spacerować.
Nagle na szybach pojawiają się kropelki deszczu, więc wycieraczki w ruch.
Antosia na to do mnie, pełna zatroskania:
- ojej, zaczął padać deszcz.
Mamo, czy masz parasol do niezmoknienia?
Tylko dziecko, a raczej jego mowa, jest w stanie uświadomić nam - dorosłym,
jak wielce nielogiczny jest nasz język oraz, jak niepotrzebnie komplikujemy go odmianami, które z logiką nic wspólnego nie mają...
Skoro mówimy idzie, to dlaczego poszła? Skąd i jak?
- Ciocia Ola poidziała do kuchni
To przynajmniej ma sens
Jedziemy samochodem do parku, gdzie będziemy spacerować.
Nagle na szybach pojawiają się kropelki deszczu, więc wycieraczki w ruch.
Antosia na to do mnie, pełna zatroskania:
- ojej, zaczął padać deszcz.
Mamo, czy masz parasol do niezmoknienia?
Subskrybuj:
Posty (Atom)





